Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starocie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starocie. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 sierpnia 2019

Krawiecki shadow box

 W zeszłym roku miałam taką małą "fazę" na assemblage i shadow boxy. Na Pinterest ciągle wyszukiwałam ciekawych kompozycji, z których wiele trafiło do mojej pinterestowej kolekcji.
W końcu zdecydowałam się na wykonanie shadow boxa w tematyce krawieckiej, który "zasilił" zbiory Izby Regionalnej, w której pracuję. Zresztą większość elementów, które zostały w nim użyte to eksponaty w Izby - szukałam sposobu na ich ciekawe wyeksponowanie i shadow box wydał mi się dobrym pomysłem.
Dla niewtajemniczonych krótko wyjaśnię czym są owe shadow boxy.  Powtórzę tu tak trochę za Wikipedią, że są to zamknięte witryny, w których w sposób estetyczny/artystyczny prezentuje się powiązane tematycznie przedmioty. Umieszczone w nich artefakty mogą mieć wartość historyczną lub tylko sentymentalną.
Mogą dotyczyć różnych tematów, ja zdecydowałam się na krawiectwo, ponieważ ciągle porządkuję i uzupełniam w Izbie kącik związany z krawiectwem, czy na wet szerzej: z robótkami ręcznymi. W zeszłym roku zrobiłam podstawkę do maszyny Singer, o której pisałam TUTAJ, a teraz przyszła pora na kolejne zmiany.
Inspirowałam się zdjęciami znalezionymi w sieci:

Z Pinterest
Z Flickr (Made By BeaG)
Z Oliys.com
studioforcorners.com
ebay.ca
Do zrobienia własnej pracy wykorzystałam pudełko z folią z przodu - takie, w którym można kupić ozdobne eleganckie ręczniki, prostokątny kawałek styropianu, materiał na tło i w zasadzie tyle.
Pudełko pomalowałam, ozdobiłam tasiemką, guzikami, szydełkowym kwiatem i haftowanym motywem:

Już dawno żaden kwiatek nie wyszedł mi tak równo. Chyba czułam presję.


W środku pojawiły się różne przybory, głównie krawieckie, ale też np. szydełko, na którym mama i babcia uczyły mnie szydełkować.
Trochę nie przemyślałam sprawy i najpierw wkleiłam do pudełka styropian obciągnięty tkaniną, a dopiero potem kombinowałam, jak przymocować wyposażenie shadow boxa, stąd ta spora ilość szpilek.  Gdybym najpierw przyszyła do tkaniny guziki, haftki i inne drobiazgi, a dopiero potem zamocowała ją na styropianie, to pewnie wyglądałoby to estetyczniej.
Chociaż w sumie główki szpilek widać dopiero z bliska, a wiadomo, że na sztukę trzeba patrzeć z daleka ;-)




Tak oto prezentuje się całość:

Bez przykrywki.

Z przykrywką, już na swoim miejscu w kąciku "robótkowym".
Szczerze powiem, że miałam sporo frajdy z robieniem tej kompozycji. Przyznam, że ozdoby umieszczone na przykrywce powstały ponieważ w tych akurat miejscach złuszczyła się farba, którą pomalowałam pudełko, ale myślę, że dobrze się stało, bo bez nich w tej pracy czegoś by brakowało.
Takie witryny są fajnym sposobem na wyeksponowanie wakacyjnych fotografii i pamiątek, więc może dobrze, że ten temat pojawił się u mnie właśnie teraz. Jeśli zdecydujecie się na wykonanie swojej kompozycji, co polecam, to możecie kupić gotowe shadow boxy w sklepach dla rękodzielników lub zrobić je sobie sami z pudełka po bombonierce (dobry pretekst żeby kupić coś słodkiego) - w pokrywce wystarczy wyciąć "okienko" i podkleić folią do bindowania. Można też wykorzystać jakieś niepotrzebne skrzyneczki albo ramki na zdjęcia - czasem można trafić na takie głębsze, w których szybka nie przylega od razu do "pleców" ramki.

Dziękuję za odwiedziny na blogu i pozdrawiam.
Alebazi

niedziela, 17 marca 2019

Zdobienia metodą decoupage

Zbliża się wiosna: czas, gdy słońce coraz odważniej wygląda zza chmur, a kwiaty nareszcie kwitną.
Zakwitły też na moich pracach.
W Izbie Regionalnej, w której działam po raz kolejny przygotowujemy się do wielkanocnej wystawy, więc siłą rzeczy większość moich prac jest przygotowywana z myślą o niej.

Poniżej gęsie jajo:

Nie przepadam za różowym, ale ten papier dostałam na urodziny i postanowiłam go wykorzystać
i zrobić coś na co "normalnie" bym się nie zdecydowała. Róże ozdobiły też poniższe ramki.

Tym samym wzorem ozdobiłam ramki, w których zagoszczą stare fotografie. Próbowałam je postarzyć, robiąc przecierki - wyszło średnio:

Tutaj widać te lekkie przetarcia.


Ramki powstały dwie, teraz tylko czekają na odpowiednie zdjęcia.

Puszka po groszku konserwowym zyskała kolor kości słoniowej oraz ozdoby z motywami motyli i kwiatów:

Niby nie lubię różu, a tu znowu róż ;-)

Kolejna praca została ozdobiona bardzo skromnie. Już jakiś czas temu otrzymaliśmy w darowiźnie (na rzecz Izby Regionalnej) starą maszynę Singer, ale bez stolika. Postawiłam ją na zwykłym stoliku, jednak nie dość, że stała krzywo, to  jeszcze spód maszyny rysował jego powierzchnię. Postanowiłam zrobić podstawkę.
Mąż pomógł przyciąć deski, zbiłam je już sama. W książce o śląskich strojach ludowych znalazłam wzór haftu, którym zdobiono jakle, czyli kobiecą bluzkę. Wzór zeskanowałam, powiększyłam, wydrukowałam, wycięłam, przykleiłam, a potem już tylko 4 warstwy lakieru - i gotowe.

"Singerka" zanim zyskała podstawę.




Tak prezentuje się zdecydowanie lepiej.
Na stoliku grzybek do cerowania, a w tle - wzornik haftu mojego autorstwa.

Maszyna otrzymała też w prezencie ode mnie igielnik.
Ręcznie haftowany ma się rozumieć.

Na ostatek jeszcze jeden drobiazg - taka kropka nad "i" lub na końcu zdania - duży klips biurowy ozdobiony kawałkiem starej książki i taśmą washi:

Tak mi tu brakuje czegoś, co by rozjaśniło ten klips - może perełka?

Pozdrawiam serdecznie i wiosennie.

Izabela - Alebazi

czwartek, 28 grudnia 2017

Przeróbka minikomody

W jednym ze wcześniejszych postów, tym o odnowieniu blatu stolika kawowego, pisałam, że przerabiam ikeowską komódkę Moppe. Dziś chcę zaprezentować efekty. 
Już od dawna chciałam mieć taką komodę z dużą ilością szuflad, jakie można spotkać w bibliotekach czy różnych archiwach, biurach. Nawet przeszukiwałam internet w poszukiwaniu własnej 'szuflandii", bo w zasadzie papierowe katalogi biblioteczne odchodzą do lamusa i zdarza się, że biblioteki pozbywają się tego mebla, ale nie udało mi się znaleźć niczego w pobliżu mojej miejscowości. Poza tym uzmysłowiłam sobie w pewnym momencie, że takiej dużej komody nie miałabym gdzie postawić, więc zdecydowałam, że zadowolę się namiastką takiej szafeczki bibliotecznej.
Do przeróbki wykorzystałam dobrze wszystkim znaną i wielokrotnie już na różnych blogach przerabianą minikomodę Moppe. Postanowiłam nadać jej charakter szafki jak z dawnych gabinetów, bo strasznie taki klimat lubię. Docelowo stanęła na większej komodzie w towarzystwie temperówki i dziurkacza z targów staroci oraz starej flaszki laboratoryjnej, a kiedyś być może również świecącego globusa w stylu retro. 
Na razie jeszcze nie zdecydowałam co będę w niej trzymać: czy jakieś przydasie szyciowe, czy może inne skarby. Najważniejsze, że już jest gotowa.
W oczekiwaniu na nowy kolor.

Lakierobejca w odcieniu palisander schnie.

Tutaj minikomoda Moppe już po przeróbce.

Do zrobienia etykietek przydały się stemple z literami i cyframi.
Na swoim miejscu...

...w dobrym towarzystwie.
Jeśli chodzi o takie techniczne uwagi, to muszę powiedzieć, że zima nie jest najlepszym czasem na malowanie mebli lakierobejcą, no chyba, że macie do dyspozycji garaż lub warsztat. Ja mam tylko mieszkanie i niestety pokój, w którym malowałam był przez dwa dni wyłączony z użytku, bo tak śmierdziało, a z racji temperatury nie mogłam też swobodnie wietrzyć mieszkania. Z następnymi zabawami z użyciem lakierobejcy poczekam do wiosny, kiedy to będę mogła wystawić malowany przedmiot na balkon. Oprócz tego tym z Was, którzy nie mają doświadczenia z malowaniem podpowiadam, że warto wszystko naprawdę dobrze wyszlifować papierem ściernym. Ja komodę po prostu przetarłam papierem z grubsza i wydawało mi się, że to wystarczy, bo przecież komoda nie była zabrudzona i pod ręką nie czułam nierówności, jednak po pomalowaniu w niektórych miejscach pojawiły się takie szorstkie pola, na których pewnie chętnie będzie osiadał kurz, no ale jak już pisałam: z poprawkami poczekam do wiosny.
Aha, zapomniałabym o najważniejszym: do wiercenia dziurek i przykręcania uchwytów najlepiej zatrudnić męża ;-)

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.
Alebazi

niedziela, 21 sierpnia 2016

Dzieje żelazka

Lubię zgłębiać historię rzeczy codziennego użytku, które często bierzemy do ręki, ale nie myślimy o tym kto i kiedy je wynalazł. Kiedyś pisałam na blogu o samowarze TU oraz kawiarce TU, tym razem przyszła kolej na żelazko.
Swoją nazwę żelazko wzięło stąd, że dawniej jego konstrukcja w przeważającej części była wykonana z metalu / żelaza; również w języku angielskim nazwa urządzenia iron wzięła się od nazwy metalu. Jest to przedmiot służący do wygładzania tkaniny, przy wykorzystaniu wysokiej temperatury i siły nacisku. Pod wpływem ciepła cząsteczki, które tworzą włókna tkaniny ulegają rozluźnieniu i rozprostowują się pod naciskiem żelazka, a po ochłodzeniu zachowują "wygładzony" kształt.
Prototypy dzisiejszych żelazek znali już starożytni Grecy w IV w.p.n.e. i przypominały one nagrzany wałek; a z kolei Rzymianie pogniecione tkaniny nie tyle gładzili, co młotkowali, a Chińczycy od VIII w. używali do prasowania płaskich rondli z rozgrzanymi węglami w środku. W wieku XVIII żelazka robione były z grubego na 1-2 cm metalu, do którego przymocowana była rączka ze skręconego pręta, a nagrzewano je poprzez włożenie do ognia, czy ustawienie na gorącej blasze. Wadą ich było nie tylko to, że brudziły materiał, ale też to, że nagrzewał się również ich uchwyt.

Moje dwa skarby: po lewej płytowe, a po prawej skrzynkowe zduszą, które kupiłam w komplecie z piękną podstawką.
 Starano się zabezpieczać uchwyt przed nagrzaniem wykonując go np. z drewna.

Ze zbiorów Izby Regionalnej Miasta Radlin.
 W 1871 r. Mary Potts opatentowała swój własny model żelazka z odczepianą rączką:

Źródło: www.historymyths.wordpress.com.

Źródło: www.nzmuseums.co.nz.

Inna konstrukcja żelazka, to taka, gdzie nad stopą znajdował się pojemnik, do którego wrzucano żarzące się węgle, które podobno niemiłosiernie dymiły.

Źródło: Weranda nr 4/2011, s. 41

Źródło: Weranda nr 4/2011, s. 50
Jeszcze innym typ, to żelazka skrzynkowe na duszę, czyli takie, do których wkładano kawałek metalu rozgrzany uprzednio na palenisku. Właśnie tych żelazek używano najczęściej do prasowania odzieży białej, którą można by łatwo pobrudzić żelazkiem płytowym. Żelazka te wymagały minimum dwóch dusz, które podgrzewano i używano na zmianę. Jak pisze Kowecka w swojej książce W salonie i w kuchni, w pralniach we dworach do rozgrzewania dusz używano specjalnych kominków "z kapą", która osłaniała osoby prasujące przed nadmiernym żarem.

Źródło: Weranda nr 4/2011, s. 50
Źródło: Weranda nr 4/2011, s. 50

Ze zbiorów Izby Regionalnej Miasta Radlin
Również Kowecka wspomina o małych żelazkach, które były podobne do lokówek czy też karbownic do włosów, a za pomocą których "rurkowano" - prasowano czepki.
Korzystanie z takich żelazek wymagało nie lada krzepy i silnych płuc, ponieważ były bardzo ciężkie, a na dodatek prasowaną bieliznę zwilżano parskając na nią wodą. Pamiętam jeszcze jak moja babcia i mama tak parskały i zazdrościłam im, bo tak nie potrafiłam.
Przełom nastąpił w 1882 roku, kiedy to Henry Seeley umieścił wewnątrz żelazka elektrycznie podgrzewaną spiralę. Z czasem te elektryczne żelazka udoskonalano wyposażając je w regulator temperatury i aparat parujący i nawilżający, dzięki czemu nie trzeba parskać z ust wodą.
Jako ciekawostkę podam, że w Polsce ostatnie żelazko na węgiel wyprodukowano wcale nie tak dawno, bo w 1974 roku, w hucie Batory w Chorzowie. Było one przeznaczone dla gospodyń, które mieszkały w rejonach pozbawionych elektryczności.
Poniżej umieszczam krótką bibliografię:
Elżbieta Kowecka W salonie i kuchni;
Anna Ozdowska W kuchni sto lat temu [w:] Weranda nr 4/2011; s. 40-51;
www.mt.com.pl;
www.izbaskarbow.pl;
www.kochamantyki.pl

Pozdrawiam, Alebazi.

sobota, 16 lipca 2016

Mydło i powidło

Witajcie, samej trudno mi uwierzyć, ale w ostatnim czasie zabrałam się za robienie przetworów na zimę. We wcześniejszych latach też mi się zdarzało zrobić kilka słoiczków dżemu, ale w tym roku zjawisko to przybrało na sile i jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa. Do tej pory zrobiłam dżemy z porzeczek i brzoskwiń, a niedługo zamierzam zabrać się za śliwkową nutellę. Poza tym zakisiłam ogórki, zrobiłam też sałatkę szwedzką oraz zamarynowałam papryki i zaprawiłam też pieczoną paprykę w domowym przecierze pomidorowym. Wszystkiego po kilka słoików, bo dla dwóch osób nie ma co szaleć. Poniżej załączam zdjęcie ogórków, takich świeżo zalanych solanką.

Albo mi się wydaje, albo w solance ogórki robią się jeszcze bardziej zielone ;-)
Apetycznie prezentuje się nie tylko zawartość słoika, ale też pokrywki.
Poza tym moja kuchnia wzbogaciła się o kilka drobiazgów. Rzeczy te przybywały w ciągu ostatnich kilku tygodni, ale wcześniej jakoś nie było okazji ich zaprezentować.
Jak zwykle kilka nowości pochodzi z targów staroci. Zakupiłam trzy łyżeczki i widelczyk do zakąsek. Mam słabość do łyżeczek do cukru i po ostatnich targach do mojej kolekcji trafiła kolejna.


Łyżeczki do cukru w pełnej krasie.
Na targach zakupiłam też formę do babki z kamionki:
Tak się składa, że ostatnio zostałam fanką sklepu Netto, w którym często pojawiają się dodatki do domu w moim klimacie. Jakiś czas temu kupiłam paterę na ciastka lub owoce oraz stojak na jajka:

W tle za paterą jest widoczna magnetyczna mata na lodówkę. Mam białą lodówkę, która nijak nie pasowała do mojego wyobrażenia o idealnej kuchni, a nie mam niestety funduszy na zakup takiej w stylu retro, a taka mata okazała się sprytnym i niedrogim pomysłem na dokonanie zmiany. Jeden z takich giga-magnesów zamówiłam na drzwi górne, a drugi na dolne i teraz jest w moim stylu :-) Jeśli myślicie o jakiś drobnych zmianach, to taką matę mogę polecić.

Kolejna mała, ale za to kolorowa zmiana pojawiła się nie w kuchni (chociaż pierwotnie tu miała stać), ale w sypialni, gdzie przyozdabia parapet:


Mam nadzieję, że z moją ręką do kwiatów, a raczej z brakiem tej ręki papryczki jednak się uchowają.
Pozdrawiam i życzę udanej niedzieli.
Alebazi

wtorek, 24 maja 2016

Najnowsze starocie

Ponad dwa tygodnie temu udało mi się odwiedzić targi staroci, na których nie wydałam wcale dużo, ale jednak wróciłam do domu z pełnymi siatami :-) . Miałam tego dnia niezłe szczęście, bo udało mi się kupić kilka gratów, za którymi już kiedyś się rozglądałam. Nabyłam: szklane bańki lekarskie, które nadadzą się do mieszania farb do decoupage, ręczny mikser (prawie taki, jaki miała moja babcia), tabliczkę pod kalendarz oraz metalową formę na babkę, a mój Luby zakupił stary, ale nadal działający budzik. Poniżej można podziwiać nasze cudeńka.


Bańki sprawdzają się też jako mini - wazoniki

U mojej babci używało się tylko takiego miksera lub trzepaczki

Udany zakup za kilkanaście złotych
Pierwszy raz spotkałam formę w tak cudnym kolorze


Jak widać starocie świetnie się komponują ze współczesnymi sprzętami




Nie mogę się już doczekać następnych targów. Oby znowu coś ciekawego się trafiło :-)

Pozdrawiam!