Z wczasów wróciliśmy już tydzień temu i od razu chciałam wrzucić jakieś fotki na bloga, ale nie mogłam się zdecydować czy skupić się na architekturze, czy też raczej na skarbach, które oglądaliśmy w muzeach. W końcu postanowiłam, że pokażę kilka zdjęć obiektów, które po prostu mi się spodobały, które mnie urzekły. Oczywiście widziałam i uwieczniłam na fotografii (a w zasadzie, to głównie mój mąż uwieczniał) o wiele więcej cudowności, ale bądźmy szczerzy: komu z Was chciałoby się oglądać 600 zdjęć :-)
Co do naszego wyjazdu, to przebywaliśmy głównie w Gdańsku. Miasto jest cudowne, pełne niezwykłych budowli, które są odrestaurowane, więc można naprawdę nacieszyć oko.
Poniżej żuraw: poza fontanną Neptuna najbardziej charakterystyczny zabytek miasta i największy dźwig portowy średniowiecznej Europy. Obecnie pod opieką Narodowego Muzeum Morskiego.
Spichlerz Królewski: jeden z wielu takich obiektów stojących nad Motławą. W tym akurat mieści się hotel.
Kolejne spichlerze - Oliwski, Miedź i Panna są siedzibą Narodowego Muzeum Morskiego. Spod spichlerzy, które mieszczą się na Wyspie Ołowianka można dostać się pod żurawia promem "Motława" - rejs trwa ok. 5 min., więc choroby morskiej nie trzeba się obawiać ;-)
Spodobało mi się to, że przy najważniejszych zabytkach znajdują się ich miniatury, do których przymocowano tabliczki z napisami alfabetem Braille'a - tak, aby osoby niewidome również mogły poznać Gdańsk dzięki zmysłowi dotyku. Tu Bazylika Mariacka.
Ulica Długa i piękne kamienice.
W tej restauracji pierwszego dnia piliśmy kawę. Kawę z musem z mango- ciekawy smak.
Kamienica na ul Wielkie Młyny.
Lubię budynki z muru pruskiego - tutaj ul. Młyńska.
Schody w Dworze Artusa.
Stwierdziliśmy, że skoro jesteśmy już tak blisko Malborka, to wypada odwiedzić tamten zamek i tak też zrobiliśmy. Jak głosi ulotka wydana przez Muzeum Zamkowe w Malborku jest to największy gotycki zespół zamkowy na świecie. W 1997 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Naturalnego UNESCO.
Kominek w jednej z sal.
Witraż.
Jeszcze jednym przystankiem w naszych wojażach był Sopot. Poniżej kilka fotografii.
Uwielbiam w architekturze motywy secesyjne; takie jak te okna:
Dworek Sierakowskich- jeden z najstarszych budynków Sopotu, siedziba Towarzystwa Przyjaciół Sopotu.
Och, ach ...
Na koniec dwa zdjęcia z Helu, gdzie przebywaliśmy głównie na plaży. Jak już pisałam TUTAJ bardzo lubię haft kaszubski, więc pewnie dlatego wybrała akurat te dwie fotki. W ogóle "na pamiątkę" przywiozłam z wyjazdu magnes na lodówkę ze wzorem kaszubskim oraz puszkę z herbatą również tym wzorem ozdobioną. Może jeszcze będzie okazja, to pokażę, jak się w mojej kuchni prezentują.
Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali cierpliwie do końca posta i zapraszam wkrótce.
Pozdrawiam
Alebazi
niedziela, 18 września 2016
niedziela, 21 sierpnia 2016
Dzieje żelazka
Lubię zgłębiać historię rzeczy codziennego użytku, które często bierzemy do ręki, ale nie myślimy o tym kto i kiedy je wynalazł. Kiedyś pisałam na blogu o samowarze TU oraz kawiarce TU, tym razem przyszła kolej na żelazko.
Swoją nazwę żelazko wzięło stąd, że dawniej jego konstrukcja w przeważającej części była wykonana z metalu / żelaza; również w języku angielskim nazwa urządzenia iron wzięła się od nazwy metalu. Jest to przedmiot służący do wygładzania tkaniny, przy wykorzystaniu wysokiej temperatury i siły nacisku. Pod wpływem ciepła cząsteczki, które tworzą włókna tkaniny ulegają rozluźnieniu i rozprostowują się pod naciskiem żelazka, a po ochłodzeniu zachowują "wygładzony" kształt.
Prototypy dzisiejszych żelazek znali już starożytni Grecy w IV w.p.n.e. i przypominały one nagrzany wałek; a z kolei Rzymianie pogniecione tkaniny nie tyle gładzili, co młotkowali, a Chińczycy od VIII w. używali do prasowania płaskich rondli z rozgrzanymi węglami w środku. W wieku XVIII żelazka robione były z grubego na 1-2 cm metalu, do którego przymocowana była rączka ze skręconego pręta, a nagrzewano je poprzez włożenie do ognia, czy ustawienie na gorącej blasze. Wadą ich było nie tylko to, że brudziły materiał, ale też to, że nagrzewał się również ich uchwyt.
Starano się zabezpieczać uchwyt przed nagrzaniem wykonując go np. z drewna.
W 1871 r. Mary Potts opatentowała swój własny model żelazka z odczepianą rączką:
Inna konstrukcja żelazka, to taka, gdzie nad stopą znajdował się pojemnik, do którego wrzucano żarzące się węgle, które podobno niemiłosiernie dymiły.
Jeszcze innym typ, to żelazka skrzynkowe na duszę, czyli takie, do których wkładano kawałek metalu rozgrzany uprzednio na palenisku. Właśnie tych żelazek używano najczęściej do prasowania odzieży białej, którą można by łatwo pobrudzić żelazkiem płytowym. Żelazka te wymagały minimum dwóch dusz, które podgrzewano i używano na zmianę. Jak pisze Kowecka w swojej książce W salonie i w kuchni, w pralniach we dworach do rozgrzewania dusz używano specjalnych kominków "z kapą", która osłaniała osoby prasujące przed nadmiernym żarem.
Również Kowecka wspomina o małych żelazkach, które były podobne do lokówek czy też karbownic do włosów, a za pomocą których "rurkowano" - prasowano czepki.
Korzystanie z takich żelazek wymagało nie lada krzepy i silnych płuc, ponieważ były bardzo ciężkie, a na dodatek prasowaną bieliznę zwilżano parskając na nią wodą. Pamiętam jeszcze jak moja babcia i mama tak parskały i zazdrościłam im, bo tak nie potrafiłam.
Przełom nastąpił w 1882 roku, kiedy to Henry Seeley umieścił wewnątrz żelazka elektrycznie podgrzewaną spiralę. Z czasem te elektryczne żelazka udoskonalano wyposażając je w regulator temperatury i aparat parujący i nawilżający, dzięki czemu nie trzeba parskać z ust wodą.
Jako ciekawostkę podam, że w Polsce ostatnie żelazko na węgiel wyprodukowano wcale nie tak dawno, bo w 1974 roku, w hucie Batory w Chorzowie. Było one przeznaczone dla gospodyń, które mieszkały w rejonach pozbawionych elektryczności.
Poniżej umieszczam krótką bibliografię:
Elżbieta Kowecka W salonie i kuchni;
Anna Ozdowska W kuchni sto lat temu [w:] Weranda nr 4/2011; s. 40-51;
www.mt.com.pl;
www.izbaskarbow.pl;
www.kochamantyki.pl
Pozdrawiam, Alebazi.
Swoją nazwę żelazko wzięło stąd, że dawniej jego konstrukcja w przeważającej części była wykonana z metalu / żelaza; również w języku angielskim nazwa urządzenia iron wzięła się od nazwy metalu. Jest to przedmiot służący do wygładzania tkaniny, przy wykorzystaniu wysokiej temperatury i siły nacisku. Pod wpływem ciepła cząsteczki, które tworzą włókna tkaniny ulegają rozluźnieniu i rozprostowują się pod naciskiem żelazka, a po ochłodzeniu zachowują "wygładzony" kształt.
Prototypy dzisiejszych żelazek znali już starożytni Grecy w IV w.p.n.e. i przypominały one nagrzany wałek; a z kolei Rzymianie pogniecione tkaniny nie tyle gładzili, co młotkowali, a Chińczycy od VIII w. używali do prasowania płaskich rondli z rozgrzanymi węglami w środku. W wieku XVIII żelazka robione były z grubego na 1-2 cm metalu, do którego przymocowana była rączka ze skręconego pręta, a nagrzewano je poprzez włożenie do ognia, czy ustawienie na gorącej blasze. Wadą ich było nie tylko to, że brudziły materiał, ale też to, że nagrzewał się również ich uchwyt.
![]() |
| Moje dwa skarby: po lewej płytowe, a po prawej skrzynkowe zduszą, które kupiłam w komplecie z piękną podstawką. |
![]() |
| Ze zbiorów Izby Regionalnej Miasta Radlin. |
![]() |
| Źródło: www.historymyths.wordpress.com. |
![]() |
| Źródło: www.nzmuseums.co.nz. |
Inna konstrukcja żelazka, to taka, gdzie nad stopą znajdował się pojemnik, do którego wrzucano żarzące się węgle, które podobno niemiłosiernie dymiły.
![]() |
| Źródło: Weranda nr 4/2011, s. 41 |
![]() |
| Źródło: Weranda nr 4/2011, s. 50 |
![]() |
| Źródło: Weranda nr 4/2011, s. 50 |
![]() |
| Źródło: Weranda nr 4/2011, s. 50 |
![]() |
| Ze zbiorów Izby Regionalnej Miasta Radlin |
Korzystanie z takich żelazek wymagało nie lada krzepy i silnych płuc, ponieważ były bardzo ciężkie, a na dodatek prasowaną bieliznę zwilżano parskając na nią wodą. Pamiętam jeszcze jak moja babcia i mama tak parskały i zazdrościłam im, bo tak nie potrafiłam.
Przełom nastąpił w 1882 roku, kiedy to Henry Seeley umieścił wewnątrz żelazka elektrycznie podgrzewaną spiralę. Z czasem te elektryczne żelazka udoskonalano wyposażając je w regulator temperatury i aparat parujący i nawilżający, dzięki czemu nie trzeba parskać z ust wodą.
Jako ciekawostkę podam, że w Polsce ostatnie żelazko na węgiel wyprodukowano wcale nie tak dawno, bo w 1974 roku, w hucie Batory w Chorzowie. Było one przeznaczone dla gospodyń, które mieszkały w rejonach pozbawionych elektryczności.
Poniżej umieszczam krótką bibliografię:
Elżbieta Kowecka W salonie i kuchni;
Anna Ozdowska W kuchni sto lat temu [w:] Weranda nr 4/2011; s. 40-51;
www.mt.com.pl;
www.izbaskarbow.pl;
www.kochamantyki.pl
Pozdrawiam, Alebazi.
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Kuchenne przeróbki
Zawsze marzył mi się drewniany chlebak, taki, którego zamknięcie przypomina roletę. Udało mi się taki zakupić w promocji już w pierwszych miesiącach mieszkania w obecnym lokum i już wtedy wiedziałam, że pewnego dnia go pomaluję lub ozdobię techniką decoupage (jak tylko ją wypróbuję na czymś mniejszym). I tak nadszedł wielki dzień, a w zasadzie kilka dni, w czasie których podjęłam się zmian.
Swoją przygodę z decoupagem rozpoczęłam jakiś rok temu i chociaż ozdobiłam tylko kilka drobnych przedmiotów, to jednak byłam w miarę pewna, że sobie z tym sposobem zdobienia radzę. Jednak zanim zabrałam się na dobre za chlebak, to natrafiłam w Internecie na sposób zdobienia transferem i już wiedziałam, że pojemnik ozdobię tą metodą. Po przejrzeniu kilku blogów udało mi się załapać o co mniej więcej z tym transferem chodzi i postanowiłam spróbować.
Najpierw, na próbę postanowiłam zrobić transfer na małą deseczkę za pomocą kleju Magic. Najpierw pomalowałam ją białą farbą akrylową, a po zabezpieczeniu brzegów taśmą zaczęłam przenosić wzór. Nie pomyślałam tylko o tym, że na deskę przeniesie się nie tylko wydruk (z drukarki laserowej), ale też cały klej, który nałożyłam na kartkę. Uświadomiłam to sobie, jak już namaczałam przyczepiony do deski wydruk. Z tego też powodu efekt pracy nie jest zadowalający:
Miałam okazję przekonać się, że transfer na Magica nadaje się do pełnych grafik, a przy transferze napisów, czy konturów przedmiotów lepszy będzie transfer z wykorzystaniem zmywacza do paznokci. I w teorii pewnie tak jest, jednak ten sposób przeniesienia grafiki na chlebak również mnie zawiódł. Nie wiem czy to dlatego, że powierzchnia, z którą pracowałam nie jest równa, czy też dlatego, że próbowałam oderwać zbyt mocno nasączony papier, w każdym razie ładnie odbiła się tylko górna część rysunku.
Koniec końców postanowiłam jednak wrócić do pierwotnego pomysłu i ozdobić pojemnik techniką decoupagem z użyciem mojego ulubionego wzoru kaszubskiego.
Teraz, to już śmiać mi się z tego chce, ale ta próba zdobienia też nie dała takiego efektu, jaki zamierzałam osiągnąć. Chodzi o to, że serwetka, która nakleiłam na chlebak pod wpływem kleju zżółkła i po prostu widać, gdzie jest naklejona chociaż, jak przykładałam ją "na próbę", to wydawała się zlewać z tłem chlebaka. Chociaż nie byłam w pełni zadowolona, to jednak postanowiłam nie robić żadnych poprawek i teraz już (po ok. 2 tygodniach) nie zwracam już na ten defekt uwagi. Poza tym muszę przyznać, że teraz kącik, w którym stoi chlebak wygląda dużo lepiej niż wcześniej.
W najbliższych tygodniach planuję ozdobić wzorem haftu kaszubskiego dwa taborety kuchenne oraz krzesło. Szczegóły oczywiście znajdziecie na blogu.
Pozdrawiam.
Alebazi.
Swoją przygodę z decoupagem rozpoczęłam jakiś rok temu i chociaż ozdobiłam tylko kilka drobnych przedmiotów, to jednak byłam w miarę pewna, że sobie z tym sposobem zdobienia radzę. Jednak zanim zabrałam się na dobre za chlebak, to natrafiłam w Internecie na sposób zdobienia transferem i już wiedziałam, że pojemnik ozdobię tą metodą. Po przejrzeniu kilku blogów udało mi się załapać o co mniej więcej z tym transferem chodzi i postanowiłam spróbować.
Najpierw, na próbę postanowiłam zrobić transfer na małą deseczkę za pomocą kleju Magic. Najpierw pomalowałam ją białą farbą akrylową, a po zabezpieczeniu brzegów taśmą zaczęłam przenosić wzór. Nie pomyślałam tylko o tym, że na deskę przeniesie się nie tylko wydruk (z drukarki laserowej), ale też cały klej, który nałożyłam na kartkę. Uświadomiłam to sobie, jak już namaczałam przyczepiony do deski wydruk. Z tego też powodu efekt pracy nie jest zadowalający:
![]() |
| Jeszcze przed próbą przeniesienia wzoru. |
![]() |
| Nawet po położeniu kilku warstw lakieru widać warstwę kleju. |
![]() |
| Mimo, że nie idealna, to jednak szybko zadomowiła się na półce. |
![]() |
| Tutaj chlebak w stanie surowym. |
![]() |
| Tutaj już pomalowany dwoma warstwami farby akrylowej. |
![]() |
| Rysunek przymocowany taśmą malarską. Na tych niższych "szczebelkach" papier nie przylegał zbyt dobrze i przypuszczam, ze to przesądziło o porażce. |
![]() |
| Tak wyglądała grafika po zakończonej pracy. Na zdjęciu tego dokładnie nie widać, ale górna część wyszła naprawdę dobrze. |
Koniec końców postanowiłam jednak wrócić do pierwotnego pomysłu i ozdobić pojemnik techniką decoupagem z użyciem mojego ulubionego wzoru kaszubskiego.
Teraz, to już śmiać mi się z tego chce, ale ta próba zdobienia też nie dała takiego efektu, jaki zamierzałam osiągnąć. Chodzi o to, że serwetka, która nakleiłam na chlebak pod wpływem kleju zżółkła i po prostu widać, gdzie jest naklejona chociaż, jak przykładałam ją "na próbę", to wydawała się zlewać z tłem chlebaka. Chociaż nie byłam w pełni zadowolona, to jednak postanowiłam nie robić żadnych poprawek i teraz już (po ok. 2 tygodniach) nie zwracam już na ten defekt uwagi. Poza tym muszę przyznać, że teraz kącik, w którym stoi chlebak wygląda dużo lepiej niż wcześniej.
![]() |
| Przed pomalowaniem chlebak miał kolor zbliżony do płytek i wyglądał nieciekawie. Teraz się wyróżnia. |
Pozdrawiam.
Alebazi.
czwartek, 21 lipca 2016
Kącik śniadaniowy
Remont mojej kuchni zakończył się rok temu, jednak do stanu wymarzonego ciągle brakowało mi kilku elementów. Jednym z nich była półka na talerze, inne graty oraz przyprawy, którą nabyłam niedawno. Długo zastanawiałam się jaką wybrać, przeglądałam Internet szukając inspiracji. W końcu kupiłam półkę z Ikea (razem z nią w kuchni pojawił się długo wyczekiwany taboret ze stopniem, również z tego sklepu). Kiedy półka została złożona (no dobra, kiedy mąż ją złożył) przestraszyła mnie jej wielkość. Oczywiście sprawdziłam jej wymiary (zamawiałam na Allegro, bo trudno byłoby wieźć półkę i taboret busikiem) i wymierzyłam ścianę w miejscu, w którym miała zawisnąć, ale jak po wyciągnięciu z pudła zyskała trzeci wymiar, to okazało się, że nieco przerosła moje wyobrażenia. Na początku trochę mnie przytłaczała wisząc tak nad stołem i patrząc na mnie z góry i żałowałam, że nie zamówiłam czegoś na Pakamerze chociażby, bo tam kilka półeczek wpadło mi w oko, ale teraz się przyzwyczaiłam i cieszę się nawet, że mam właśnie JĄ. Zmieściły się na niej nie tylko talerze, które już dawno chciałam wyeksponować, ale też przyprawy i inne ładne pojemniki, które wcześniej chowałam w szafkach. Wystarczyło jeszcze nakryć stół obrusem i nareszcie zyskaliśmy przytulny kącik śniadaniowy.
Sami popatrzcie:
Oto kilka szczegółów:
Pozdrawiam i do następnego wpisu,
Alebazi
Sami popatrzcie:
Oto kilka szczegółów:
![]() |
| Oba skrajne talerze zostały przywiezione z Bułgarii, ale dobrze pasują do glinianej miski z targów staroci, ale też do ceramiki z Bolesławca. |
| Dzbanek z dziubkiem i pokrywką w kształcie serca ma też do kompletu dwie filiżanki. |
Alebazi
sobota, 16 lipca 2016
Mydło i powidło
Witajcie, samej trudno mi uwierzyć, ale w ostatnim czasie zabrałam się za robienie przetworów na zimę. We wcześniejszych latach też mi się zdarzało zrobić kilka słoiczków dżemu, ale w tym roku zjawisko to przybrało na sile i jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa. Do tej pory zrobiłam dżemy z porzeczek i brzoskwiń, a niedługo zamierzam zabrać się za śliwkową nutellę. Poza tym zakisiłam ogórki, zrobiłam też sałatkę szwedzką oraz zamarynowałam papryki i zaprawiłam też pieczoną paprykę w domowym przecierze pomidorowym. Wszystkiego po kilka słoików, bo dla dwóch osób nie ma co szaleć. Poniżej załączam zdjęcie ogórków, takich świeżo zalanych solanką.
Poza tym moja kuchnia wzbogaciła się o kilka drobiazgów. Rzeczy te przybywały w ciągu ostatnich kilku tygodni, ale wcześniej jakoś nie było okazji ich zaprezentować.
Jak zwykle kilka nowości pochodzi z targów staroci. Zakupiłam trzy łyżeczki i widelczyk do zakąsek. Mam słabość do łyżeczek do cukru i po ostatnich targach do mojej kolekcji trafiła kolejna.
Na targach zakupiłam też formę do babki z kamionki:
Tak się składa, że ostatnio zostałam fanką sklepu Netto, w którym często pojawiają się dodatki do domu w moim klimacie. Jakiś czas temu kupiłam paterę na ciastka lub owoce oraz stojak na jajka:
W tle za paterą jest widoczna magnetyczna mata na lodówkę. Mam białą lodówkę, która nijak nie pasowała do mojego wyobrażenia o idealnej kuchni, a nie mam niestety funduszy na zakup takiej w stylu retro, a taka mata okazała się sprytnym i niedrogim pomysłem na dokonanie zmiany. Jeden z takich giga-magnesów zamówiłam na drzwi górne, a drugi na dolne i teraz jest w moim stylu :-) Jeśli myślicie o jakiś drobnych zmianach, to taką matę mogę polecić.
Kolejna mała, ale za to kolorowa zmiana pojawiła się nie w kuchni (chociaż pierwotnie tu miała stać), ale w sypialni, gdzie przyozdabia parapet:
Mam nadzieję, że z moją ręką do kwiatów, a raczej z brakiem tej ręki papryczki jednak się uchowają.
Pozdrawiam i życzę udanej niedzieli.
Alebazi
| Albo mi się wydaje, albo w solance ogórki robią się jeszcze bardziej zielone ;-) |
| Apetycznie prezentuje się nie tylko zawartość słoika, ale też pokrywki. |
Jak zwykle kilka nowości pochodzi z targów staroci. Zakupiłam trzy łyżeczki i widelczyk do zakąsek. Mam słabość do łyżeczek do cukru i po ostatnich targach do mojej kolekcji trafiła kolejna.
| Łyżeczki do cukru w pełnej krasie. |
Tak się składa, że ostatnio zostałam fanką sklepu Netto, w którym często pojawiają się dodatki do domu w moim klimacie. Jakiś czas temu kupiłam paterę na ciastka lub owoce oraz stojak na jajka:
![]() |
Kolejna mała, ale za to kolorowa zmiana pojawiła się nie w kuchni (chociaż pierwotnie tu miała stać), ale w sypialni, gdzie przyozdabia parapet:
Mam nadzieję, że z moją ręką do kwiatów, a raczej z brakiem tej ręki papryczki jednak się uchowają.
Pozdrawiam i życzę udanej niedzieli.
Alebazi
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































